 |
Otwarcie. W dolinę Cochamó |
 |
Cochamó zdąża z gór. Szumiąc w pośpiechu i śpiewając. |
 |
Wilgotna wyszywanka w szmaragdowym lesie |
 |
Przez tajemniczy las w dolinie |
 |
Wśród puchatych drzew |
 |
Zieleń jest wszystkim |
 |
Plecionka z mchu i kropli wody |
 |
Układanka runa leśnego |
 |
Zwieszający się zapach białych kwiatów Luzuriaga radicans |
 |
Delikatne akcenty czerwieni od fuksji Fuchsia magellanica |
 |
i notro Embothrium coccineum rozpraszają zieleń dna lasu |
 |
Nareszcie. Górujący ponad lasem granitowy majestat |
 |
Zabawa promieni zachodu ze srebrzystymi skalami Cochamó |
Dolina rzeki Cochamó jest jedna z wielu dolin w Andach Patagońskich,
podobnych. Wąskie, wciśnięte pomiędzy strome zbocza gór, porośniętych
szmaragdowym lasem znajdują swoje przedłużenie w morzu, we fiordowych zatokach.
Wysokie szczyty często pokryte przez cały rok śniegiem, nad niektórymi z nich dominują
uśpione pod lodowcami ogromne wulkany. Jednak Dolina Cochamó jest wyjątkowa i także
dla mnie stała się szczególnie ważnym miejscem, bo to tu zaczęła się moja
przygoda z chilijskimi lasami. Choć odwiedziłem to miejsce dopiero wiele lat później.
Wędrowałem przez kilka godzin w górę rzeki, przedzierając się wąskim, czasem
prawie niewidocznym szlakiem, który czasem stawał się potokiem albo zlewał się z
rzeką, a czasem był niczym głęboki wąwóz wydeptany spod końskich kopyt.
Wilgotno i zielono. Słońce i deszcz bawiły się w pogodową układankę po równo dzieląc
się dniem. Biały zapach z girland kwiatów pnączy oblepiał słodko mi nozdrza. Gdzieniegdzie
las popisywał się przepyszną czerwienią. Co jakiś czas szlak przecinał
niewielkie polany. Góry otaczające dolinę powoli ujawniały swój charakter, szary
i granitowy. Lśniący w zdążającym ku zachodowi słońcu. Wreszcie dolina się otworzyła,
a las ustąpił miejsca pastwiskom odsłaniając widoki zapierające dech. Teraz
dolina otoczona była niczym przez wielkie posagi wyrzeźbione w przez samotnego twórcę,
ukryte przed ciekawskimi oczami. Przytłaczająco pięknie.